All rights reserved/lady_in_red |
Tak więc i boję się i nie mogę się doczekać. Mam jakieś takie poczucie, że po przeszczepie, gdy dni będą miały plus, będzie mi łatwiej czekać. Odliczać. I że lepiej się będę czuła. No chciałabym bardzo, żeby to się sprawdziło.
Dziś ostatni dzień dwa worki rano, jeden na noc. Jutrzejszy, na całe szczęście, jest już tylko jeden. Trwa dwie godziny i oczywiście nie pamiętam, jak się nazywa.
Ogólnie jestem osłabiona, senna i zmulona. Mdłości dokuczają mi straszliwe. Do tego stopnia, że trudno cokolwiek przełknąć. Ba! Trudno nawet zęby umyć, płukać jamę ustną trudno. Mnie to nawet trudno chwilami mówić, a to ból jest niesamowity, wszak jak powszechnie wiadomo, papla ze mnie straszna. I choć tu, w mojej izolatce, nie mam do kogo dzioba otworzyć, to już przez telefon by było, a muszę się ograniczać, bo paplanie potęguje nieprzyjemne nudności.
Kończy się wtorek. Jeszcze dwa dni czekania i dostanę nowe życie. Nową szansę. Urodzę się nowa. Jaka będę? Na pewno po części taka, jak "stara ja", ta - która właśnie umiera. Ale i myślę sobie, że sporo będzie mnie nowej, zupełnie innej, zmienionej na zawsze. Bo doświadczenia, z którymi przyszło mi się mierzyć w przeciągu ostatniego roku, zostawiają ślad trwalszy niż piętno. Zmieniają na zawsze. Mam nadzieję, że właściwie wykorzystam tę drugą szansę. Że "zasłużę" na to moje nowe życie.
Tęsknię za moją Pchełką, choć jeszcze nie minął nawet tydzień naszej rozłąki. Wiem, że z moją siostrą i jej dziećmi jest jej dobrze, a jednak tak bardzo mi jej brak, tak chciałabym ją wyściskać, wyprzytulać, wycałować. Tak chciałabym czuć jej oddech na swoim policzku, spoglądać w te psotne ślepia, słyszeć zawadiacki głosik. Tak chciałabym móc poczuć miękkość jej skóry. Tak bardzo chciałabym mieć ją przy sobie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz